Polski Fritzl skazany – 10 lat więzienia
Wysłąno 04. lut, 2010 przez Jakub Śpiewak w Newsy o problemie, sprawa z Siemiatycz, Sprawy rodzinne
10 lat zamiast żądanych przez prokuraturę 15. To wyrok na „polskiego Fritzla”, który przez lata gwałcił własną córkę i znęcał się nad rodziną. – Za dużo. Będzie odwołanie – rzucił dziennikarzom kazirodca, wyprowadzany wczoraj w obstawie policjantów z białostockiego sądu okręgowego.
We wrześniu 2008 r. ofiara ojca przełamała się i opowiedziała policji, a potem dziennikarzom o trwającym lata koszmarze: o tym, jak ojciec gwałcił ją, poniżał, zastraszał, więził, a gdy rodziła mu dwoje dzieci, zmuszał do porzucenia ich w szpitalach.
47-letniego Krzysztofa Bartoszuka z Grodziska pod SIemiatyczami na salę rozpraw prowadziło go kilku policjantów. Uważnie wsłuchiwał się w wyrok i uzasadnienie. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. 22-letniej Alicji nie było na sali sądowej.
Najwyższej dopuszczalnej przez polskie prawo kary łącznej za siedem zarzutów – 15 lat więzienia – domagała się prokuratura, a przed tygodniem w mowie końcowej prokurator wnioskował nawet o zaostrzenie zarzutu gwałtów, na gwałty ze szczególnym okrucieństwem. Linia obrony Bartoszuka, który przyznał się do kazirodztwa: córka sama prowokowała seks i szantażowała go, że jak nie będzie z nią współżył, to ona rozpowie, że ją zgwałcił.
Wczoraj nie zapadł jednak maksymalnie surowy wyrok. Dlaczego? Choć cały proces był utajniony, sędzia Izabela Komarzewska odtajniła część uzasadnienia i poznaliśmy kulisy sprawy. Na łagodniejszy wyrok wpłynęły trzy czynniki.
Pierwszy dotyczy zarzutu molestowania seksualnego przy wykorzystaniu stosunku zależności. Prokuratura zakładała, że ojciec podszczypywał córkę, zmuszał do dotykania jego części intymnych i wkładał jej rękę do pochwy od momentu gdy zaczęła dorastać, od 13. roku życia. Bartoszuk przekonywał wtedy Alicję, że tak jest w każdej rodzinie. Że tato ma prawo.
Działo się to w Pasikurowicach pod Wrocławiem, gdzie mieszkała w tym czasie rodzina (później wyprowadziła się do Grodziska, w rodzinne strony Bartoszuka). W procesie Alicja zeznała: „Czułam się dzieckiem, dopóki żyła babcia”. Dlatego sąd przyjął datę śmierci babci (teściowej Bartoszuka) jako datę graniczną i orzekł, że oskarżony dopiero po tym fakcie (1 lutego 2003 r.) zaczął dopuszczać się molestowania. To było tuż po ukończeniu przez Alicję 15. roku życia. Stąd niższa kwalifikacja – 2 lata pozbawienia wolności.
Po siedmiu miesiącach „inne czynności seksualne” przestały wystarczać ojcu. Zdaniem prokuratury doszło do wielokrotnych gwałtów. Do pierwszego – w prowadzonym wtedy przez niego w Pasikurowicach warsztacie samochodowym. Potem – parę razy w tygodniu. Miał córce wiązać ręce, przywiązywać do wezgłowia łóżka, do drzewa w lesie i zmuszać do seksu. Po wszystkim grozić, że jak komuś piśnie, zabije ją. Jednak w trakcie procesu Alicja zmieniła zeznania i przyznała, że ojciec nigdy jej nie bił, nie wiązał.
- Nie musiał używać siły fizycznej, bo i tak panicznie się go bała, była sparaliżowana strachem, bezwolna. Na początku mówiła o tak drastycznych okolicznościach, aby zwrócić uwagę na to, co się stało. Każdorazowe współżycie było wbrew jej woli. Sprzeciw tłumiła w sobie z obawy przed ojcem – mówiła sędzia Izabela Komarzewska. Uwierzyła dziewczynie. Nie dopatrzyła się znamion szczególnego okrucieństwa w stwierdzonych bez dwóch zdań gwałtach: – Ojciec po prostu przychodził do pokoju córki i współżył z nią. Kupował jej prezenty, obiecywał, że się rozwiedzie, że wyjadą za granicę i będą razem żyć. W jego przekonaniu nie robił nic złego.
Kara za gwałty: 8 lat.
Paradoksalnie Krzysztof Bartoszuk mógł dostać najwyższą karę za rozbój – 15 lat. Dojść do niego miało w lipcu 2008 r. Alicja uciekła z Belgii, dokąd zabrał ją w kwietniu ojciec i schroniła się u swego chłopaka Jacka we wsi Mierzynówka w Podlaskiem. Ojciec wpadł w szał. Swego brata przekonał, że „tamten jest dla Alicji za stary”, dobrali jeszcze dwóch pomocników i uzbrojeni w siekierę pojechali nocą odbić dziewczynę. Wdarli się do domu na kolonii, siłą zapakowali Alicję do auta i wywieźli do babki – matki Krzysztofa – w pobliskich Rzewuszkach. Bartoszuk zabrał właścicielowi domu telefony komórkowe – stąd poważny zarzut rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Sędzia jednak obaliła ten argument, bo telefony sprawca zabrał po to, by narzeczony córki nie mógł zadzwonić po pomoc czy poskarżyć się, że zabrano Alicję. Potem porzucił je u swojej matki i już się nimi nie interesował. Odpada więc zamiar zaboru, kradzieży. Efekt? Zmiana kwalifikacji prawnej na naruszenie miru domowego i zmuszenie do wydania rzeczy – telefonów. I tylko 1 rok więzienia. Dla trzech jego pomocników, którzy do wszystkiego się przyznali – kara więzienia w zawieszeniu.
Na karę łączną 10 lat dla Bartoszuka nazbierały się jeszcze inne wyroki cząstkowe: półtora roku za terroryzowanie rodziny, rok za uprowadzenie córki – wywiezienie jej do babki w Rzewuszkach. To tam miała czekać – pod opieką babki, wuja i ciotki – aż ojciec zabierze ją z powrotem do Belgii. Cudem udało się jej przekonać swoją matkę – Teresę – aby jej pomogła. Wyjechały razem do sióstr zakonnych w Sarnakach. Stamtąd Alicja wyjechała do Przemyśla. Gdy ojciec dowiedział się o ucieczce, zaczął ją nękać telefonami i groził, że jeśli nie wróci, coś złego stanie się matce. Nie odpuścił nawet wówczas, gdy zatrzymano go po złożeniu przez Alicję zawiadomienia o przestępstwie na policji w Siemiatyczach. Zdążył zadzwonić do niej z pogróżkami. Alicja akurat składała zeznania w prokuraturze. Rozmowa została nagrana, jej zapis jest w aktach sprawy.
Biegli w procesie wypowiedzieli się o osobowości oskarżonego: zaburzona. To despota. Każdy sprzeciw wobec jego woli spotykał się z ostrą reakcją. Dzieci karał za każde nieposłuszeństwo, bijąc, grożąc. Tak podporządkował sobie rodzinę, że nawet jego żona bała się przeciwstawić złu wyrządzanemu córce.
Zdaniem sądu stopień społecznej szkodliwości czynu jest bardzo duży, wina oskarżonego – również. Kara mieści się w górnych granicach dopuszczanych przez prawo ze względu na krzywdę wyrządzoną Alicji. Ojciec po prostu zabrał jej życie. Naukę skończyła na gimnazjum. Szkoła nie była jej do niczego potrzebna – miała przecież tylko świadczyć ojcu usługi seksualne. Wszystkie popełnione przez Bartoszuka przestępstwa związane są z córką. Uprzedmiotowił ją, chciał zawłaszczyć, mieć tylko dla siebie.
Wyrok nie jest prawomocny. Nie wiadomo jeszcze, czy prokuratura (wraz z Alicją – oskarżycielem posiłkowym) będzie się odwoływać. Obrona – raczej tak.
- Złożymy wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zakładam, że apelacja będzie – taką deklarację złożył na gorąco po wyjściu z sali rozpraw mec. Maciej Głębicki, obrońca Bartoszuka z urzędu. O swoim kliencie powiedział: – Przyznał naganność i niedopuszczalność pewnych zachowań, których się dopuścił. Córki nie przeprosił. Nie wiem, czy to zrobi.













2 komentarzy
daga
08. lut, 2010
wielka szkoda, że to tylko 10 lat, to zdecydowanie za mało. taki sąd powinien przeczytać np. książkę pt. „Zbrodnie Josefa Fritzla-analiza faktów”, która dobitnie pokazuje jaką tragedię przechodzi taka ofiara. I wtedy osądzać.
edyciurek
14. lut, 2010
Co to jest 10 lat dla takiej besti. dlaczego u nas za pedofilstwo nie skazują na dożywocie? Oglądałam program o Alicji współczuję jej. Nigdy już nie będzie miała normalnego życia.
Skomentuj