Boylovers – przyjaciele chłopców, czy „mistrzowie” racjonalizacji?

Wysłąno 15. gru, 2009 przez w Artykuły o pedofilii, Newsy o problemie

Osoby podejmujące kontakty seksualne z dziećmi to grupa bez wątpienia niezwykle zróżnicowana wewnętrznie. Różnorodność ta dotyczy wieku, płci – chociaż większość sprawców czynów pedofilnych to mężczyźni – orientacji seksualnej, upodobań co do wieku dziecka, motywów działania oraz wielu innych aspektów składających się na, niepowtarzalną przecież zawsze, strukturę osobowości jednostki. Niektórzy powodowani są potrzebami seksualnymi, inni na przykład agresją (Finkelhor, 1979, za: Glaser; Frosh, 1995). U jednych głównym motorem działania jest pragnienie swoistego „eksperymentowania” w obszarze zachowań seksualnych, przy jednoczesnym ograniczeniu empatii i uwewnętrznienia norm etycznych, u podstaw działania innych leży niedojrzałość do wchodzenia w związki intymne z osobami dorosłymi. Mamy tu więc do czynienia z ogromną różnorodnością, którą – głównie ze względów praktycznych – badacze starają się okiełznać kategoryzując cechy sprawców czynów pedofilnych i na bazie tego tworząc ich typologie.

Jedną z popularniejszych takich klasyfikacji jest przedstawiona przez Weinberga (1955) (za: Glaser; Frosh, 1995). Nie opisuje ona jako odrębnej kategorii „boylovers”. Tych ostatnich jednak określić można jako specyficzną podgrupę w przedziale „sprawca pedofilijny”.

Klasyfikacja Weinberga (Glaser; Frosh , 1995, s. 40):
Sprawca „endogamiczny” – zorientowany głównie w stronę własnej rodziny, traktujący jej członków w sposób posesywny
Sprawca „psychopatyczny” – traktujący wszystkich ludzi w sposób posesywny
Sprawca „pedofilijny” – u którego niedojrzałość psychiczna powoduje ukierunkowanie na dzieci jako obiekty seksualne

Boylovers charakteryzując sami siebie uwypuklają przede wszystkim aspekt emocjonalny tworzonych przez nich związków z chłopcami (jak wskazuje sama nazwa, „boylover” to osoba zainteresowana jedynie dziećmi – uściślając, osobami do 15-stego roku życia – płci męskiej), kontaktom seksualnym przypisując jedynie dalszoplanowe znaczenie.

Klasyfikacja według strony internetowej „BluFik”*:
„Pedofile” – nastawieni głównie na utrzymywanie seksualnych związków z dziećmi; chętnie wchodzą z nimi także w relacje przyjaźni
„Molesters” – ich działania opierają się głównie na wykorzystaniu siły, przemocy
„Boylovers” – interesują ich przede wszystkim emocjonalne związki z chłopcami, seks traktowany może być jako czynnik wzmacniający już rozwiniętą więź.

Osoby określające siebie mianem „boylovers”, podkreślają poczucie odpowiedzialności towarzyszące ich związkom z chłopcami – związkom, jak twierdzą, budowanym na fundamencie miłości, szacunku, wzajemnej bliskości, zrozumieniu i zaufaniu (na podstawie strony internetowej „BluFik”*).

Pedofilia – w tym także w odmianie „boylovers” – istniała zawsze, zmienny natomiast jest stosunek, jaki mają do niej ludzie. W zależności od okresu historycznego i obowiązujących norm społeczno-kulturowych przybiera on postać zróżnicowaną od potępienia po gloryfikację. Jako przykład tego ostatniego podejścia wskazać można poglądy na temat związków starszych mężczyzn z młodymi chłopcami panujące w Starożytnej Grecji. Wierzono tam, iż ten typ homoseksualizmu jest pożyteczny zarówno dla dzieci – dzięki obcowaniu z dojrzałymi partnerami mają one okazję do pobierania od nich nauki, zdobywania cennych doświadczeń rozciągających się daleko poza sferę seksualną – jak i dla dorosłych – kontakt z chłopięcym nasieniem miał mieć właściwości odmładzające (Beisert, 2003). Warto tutaj zauważyć, iż błędne jest wnioskowanie o pozytywnym znaczeniu tego typu kontaktów seksualnych opierające się na argumentacji, iż skoro niegdyś takie relacje były cenione, to i dziś powinny być przynajmniej akceptowane, czy skoro kiedyś doceniano ich prorozwojowe znaczenie, to nie zanikło ono także współcześnie. Pamiętać należy, że to samo zachowanie, umieszczone w innym kontekście społeczno-kulturowym nabierać może zupełnie innej jakości i tak samo różne mogą być jego konsekwencje. Współcześnie, gdy kontakty seksualne dorosłego mężczyzny z chłopcem wykraczają daleko poza społecznie akceptowane zachowania, ich znaczenie jest o wiele bardziej patogenne. Wpływ ten można rozpatrywać pod kątem dwóch aspektów:

a) wpływu „zewnętrznego” – społecznego naznaczania dziecka jako „ofiary”, czy po prostu „uczestnika” tego typu relacji.
b) wpływu „wewnętrznego” – dziecko może przeżywać konflikt: z jednej strony darzy uczuciem i zaufaniem boylovera, z drugiej wzrastając we współczesnej kulturze jest na ogół świadome uczestniczenia w czymś nieakceptowanym, gdy zorientuje się że „przyjaciel’ przekracza ustalone normy i wkracza w sferę seksualnego tabu.

Nawet, jeżeli ograniczyć się wyłącznie do analizy wpływu czynników społecznych w tej kwestii, (a jak widać, dotyczą one nie tylko sprawcy ale i – chociaż w nieco inny sposób – dziecka), bliskie związki emocjonalne (o charakterze seksualnym) chłopca z nie spokrewnionym z nim mężczyzną okazują się być – jako niezgodne z normą – wysoce niewskazane. Naturalnie nie postuluję tutaj ograniczenia relacji, w które powinien wchodzić chłopiec wyłącznie do rodziny. Do pewnego stopnia są one przecież pożądane. Ich jakość powinna być jednak wyznaczana przez faktyczne zapotrzebowanie dziecka żyjącego w określonej kulturze o określonych standardach, a nie potrzebami „obcego” dorosłego.

Boylovers nie zgadzają się na określanie ich mianem pedofilów, nie chcą być także nazywani homoseksualistami. Poprawność swych upodobań uzasadniają argumentami opartymi z jednej strony na pseudo-naukowych wywodach – np. o istnieniu trzeciej płci (chłopięcej), czy ich „dodatkowej cesze” („Boylove to dodatkowa cecha, którą posiadamy w odróżnieniu od innych ludzi. Dzięki niej znajdujemy błyskawicznie wspólny język z chłopcami, rozumiemy lepiej niż inni ich psychikę, potrafimy rozwijać ich talenty, przekazywać im to, co sami najlepiej potrafimy. Niewątpliwie w ten sposób wzmacniamy gatunek ludzki” – strona internetowa „BluFik”*) – ozdobionych kolorowymi wykresami i danymi statystycznymi (strona internetowa „BluFik”*), z drugiej strony na sentymentalnych wyobrażeniach na temat chłopców. Jednocześnie odrzucane są wyniki rzeczywistych badań. Zgodnie z przekonaniami dr Edwarda Brongersmy – uważanego za ideowego przywódcę boylovers (Za: Frankowski – strona internetowa) – nie mogą one stanowić rzetelnego źródła wiedzy na omawiany temat gdyż błędnie:

* „przyjmuje się, że aktywność pedoseksualna jest równoznaczna z pedofilią;
* nie zauważa się różnicy między pseudo-pedofilami i prawdziwymi pedofilami;
* nie dostrzega się, że istnieje różnica między dziewczynkami i chłopcami jako partnerami;
* wyniki badań podlegają silnym uprzedzeniom;
* członkowie organizacji boylove nie stanowią reprezentatywnej próby socjologicznej.”
(Brongersma, za: „BluFik”*)

Te próby unaukowienia i uwznioślenia swej postawy wobec chłopców, oraz – jak mi się wydaje – bardziej emocjonalne niż merytoryczne podstawy odrzucenia wyników przeprowadzanych badań jawią się jako przejawy działania mechanizmu racjonalizacji oraz wypierania faktycznych pedofilnych skłonności. Na straży poczucia „bycia w porządku” postawiony został także „kodeks etyczny boylovera”.

Punkty „kodeksu etycznego boylovera” (strona internetowa „BluFik”*)
1. Boylover powinien chronić swoją reputacje, aby jego młody przyjaciel nie odczuwał przykrości z jego powodu.
2. Boylover musi być prawdziwy i uczciwy i nie może okłamywać swego młodego przyjaciela. (…)
3. Boylover nie powinien szukać intymnego kontaktu z chłopcem, bez wiedzy i pewności, że i on interesuje się i czuje to samo.
4. Zażyłość z chłopcem nie powinna się nigdy rozwijać do seksualnego związku bez całkowitej zgody chłopca i zrozumienia dla społecznego i legalnego znaczenia tego związku.
5. Chłopca nie powinno się traktować jako seksualny obiekt do zabaw zależnych od kaprysu boylover’a.
6. Boylover zawsze musi mieć wzgląd na rolę i autorytet rodziców chłopca i nie powinien dążyć do jego umniejszenia.
7. Boylover nie powinien dostarczać swemu młodemu przyjacielowi alkoholu lub narkotyków, a szczególnie nigdy nie używać ich do obniżania w chłopcu seksualnych zakazów, lub „do dostarczania nastroju” dla seksualnej zażyłości.
8. Boylover ma zachęcać i pomagać chłopcu rozwijać jego normalne heteroseksualne tendencje, chyba że chłopiec potwierdza że ma wrodzoną homoseksualną orientację.
9. Boylover nie powinien bez zgody swojego młodego przyjaciela prezentować jego wizerunków, szczególnie jeśli mogłoby to urazić jego uczucia.
10. Boylover powinien zachęcać swego młodego przyjaciela do nauki, pomagać rozwijać jego umiejętności i robić wszystko, co może uczynić, aby jego dalsze życie było szczęśliwe.
11. Boylover nie powinien mieć do czynienia z jakąkolwiek formą dziecięcej prostytucji.

Boylovers uważając się za znawców chłopięcej psychiki wydają się bardzo mylić w rozpoznawaniu potrzeb i zadań rozwojowych dzieci w tym wieku. Jakkolwiek seksualność towarzyszy człowiekowi co najmniej od narodzin (a właściwie przecież już od momentu zapłodnienia, gdy „zapada decyzja” o płci chromosomalnej), to jej postać w poszczególnych stadiach rozwoju jest diametralnie inna. Nawet wyraźnie uwodzicielskie zachowania dzieci (nierzadko będące wyrazem niezaspokojonego pragnienia bliskości) nie mają tego samego znaczenia jak u osób dorosłych i nie mogą one być traktowane jako usprawiedliwienie dla podejmowania z nieletnimi kontaktów seksualnych. Boylovers jako „przyjaciele i mentorzy” chłopców powinni o tym doskonale wiedzieć. Prawdopodobnie zresztą zdają sobie z tego sprawę, lecz wiedza ta zdaje się być im „nie na rękę”. „Wolą” racjonalizować podejmowane przez siebie zachowania seksualne z nieletnimi nazywając je niewinnie „pre-genitalnymi zabawami seksualnymi” (More i Turner (1967); za: „BluFik”*). „Zabawy” te obejmować mają na przykład pokazywanie, oglądanie, dotykanie, całowanie, pieszczoty. Z reguły nie podejmowane są kontakty oralne lub analne, chyba że: ”

a) chłopiec urósł i stał się bardziej dojrzały,
b) ma stały kontakt seksualny z mężczyzną,
c) sam wyraził ochotę na takie praktyki.
” (za „BluFik”*)

Warto zwrócić tu uwagę na dwustopniową racjonalizację zachowań pedofilnych dokonywaną przez boylovers. Po pierwsze mamy do czynienia ze wspomnianym już wcześniej deprecjonowaniem, czy wręcz negowaniem, argumentów i dowodów wskazujących na patologię ich postawy. Jednocześnie pojawia się uzasadnianie pedofilnych pragnień i skłonności działaniem na rzecz dobra i rozwoju dziecka. Nawet, jeśli tego typu tłumaczenie trudno nazwać „perfidnym” (racjonalizacja jako mechanizm obronny jest z definicji nieświadoma) to z całą pewnością jest ono wysoce niebezpieczne. Boylovers powołując się na potrzeby chłopców tak naprawdę zaspokajają jedynie własne – wynikające z niedojrzałości ich psychiki w tym aspekcie – dążenia seksualne. Uważam, iż niezależnie od tego, w jaki sposób boylovers uzasadniają swe zachowanie i jak szczytne motywy sobie przypisują, należy zdać sobie sprawę, iż krzywdzą oni dzieci. Ponadto podejmując z nimi kontakty seksualne łamią prawo i całą pewnością winni ponieść konsekwencje swych czynów.

Agnieszka Izdebska

Literatura:
Beisert, M. (2003), Wykłady: Wstęp do seksuologii i seksiatrii. Poznań: Instytut Psychologii UAM.
Beisert, M. Seks twojego dziecka; 1991 Zakład Wydawniczy – K. Domke.
Frankowski, P. Niebezpieczne związki (publikacja w formie elektronicznej na stronie: http://www.wandea.org.pl/pedofilia.htm).
Glaser, D.; Frosh, S. Dziecko seksualnie wykorzystywane; 1995 Wydawnictwo Lekarskie PZWL.
* Serwis internetowy BluFik (adres do wiadomości redakcji)

dodany: 2007-05-06 15:11:32

Did you like this? Share it:

Jeden komentarz

[...] źródło: stoppedofilom.pl [...]

Skomentuj