Pedofil bez nadzoru i bez leczenia

Wysłąno 03. lip, 2009 przez w Newsy o problemie

Na wolności jest ponad 7,6 tys. osób podejrzanych o pedofilię

Wyliczenia oparliśmy na danych policji i służby więziennej. Seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz: – Te liczby powinny być przestrogą, bo nic się nie zmienia, leczenie pedofilów pozostaje mrzonką.

Policja co miesiąc zatrzymuje 40-50 osób, które ściągają z internetu materiały pedofilskie i zoofilskie. I prawie 100 osób, które molestują dzieci. Jakub Śpiewak z fundacji Kidprotect: – Wydawać by się mogło, że na ulicach jest coraz mniej pedofilów, ale to nieprawda. Są ci sami.

W ostatnich dziesięciu akcjach policja zatrzymała prawie 500 osób za posiadanie pornografii dziecięcej. Za kratami siedzi 20. A więc 95 proc. zatrzymanych wyszło po przedstawieniu zarzutów. Na proces czekają na wolności.

Podczas jednej z ostatnich obław policja zatrzymała pracownika budowlanego z Opola kilka miesięcy temu zatrzymanego za to samo.

- Oni oglądają pornografię dziecięcą, ale nie oznacza to, że nie są groźni. To tzw. preinicjacja. Za chwilę internet im nie wystarczy i zaatakują w realu – mówi prof. Lew-Starowicz, który stworzył pierwszą w Polsce specjalizację z leczenia pedofilii.

Trzy przykłady z realu

Roberta K. w grudniu 2004 r. przyłapano w Pułtusku, gdy dotykał 9-letniego chłopca i 10-letnią dziewczynkę. Sąd wymierzył mu trzy lata i trzy miesiące odsiadki. Biegli piszą: dojrzałość psychoseksualna na poziomie dziecka, osobowość prymitywna.

W marcu 2008 r. wychodzi na wolność. Wraca do domu w miejscowości Komarówek na Podlasiu. W pobliskiej szkole zakrada się do toalety. Siłą rozbiera dwóch 7-latków. Zatrzymany przez policję dostaje nowy wyrok – cztery lata.

Oskarżeni w głośnej sprawie pedofilów z Dworca Centralnego w Warszawie molestowali kolejne dzieci w trakcie procesu, bo odpowiadali z wolnej stopy.

Wojciech K., duchowny Kościoła polsko-katolickiego, razem z innymi pedofilami z dworca został zatrzymany w 2002 r. Wyszedł z aresztu po dwóch latach. Odpowiadał z wolnej stopy, przez cztery lata nie skazano go prawomocnie. W 2006 r. jego ofiarą padł 15-latek, molestował chłopca co najmniej 50 razy. Dopiero w 2007 r. sąd skazał Wojciecha K. na trzy lata więzienia, a za molestowanie 15-latka dołożono mu jeszcze rok i dożywotni zakaz pracy z dziećmi. Wyjdzie w 2011 r.

Prawie wszyscy skazani z Dworca Centralnego wyszli z aresztu przed wyrokiem. 51-letni Włodzimierz P., czekając na prawomocny wyrok, zgwałcił w Szczecinie 17-latka.

Sędzia Jacek Łabuda tłumaczy, że nie mógł dłużej trzymać ich w areszcie: – Gdybym miał wybór: wypuścić ich lub skierować na przymusowe leczenie, wybrałbym leczenie. Ale wtedy nie można ich było przymusowo leczyć. A brak terapii to główny powód recydywy.

Nie zajmuje się nimi nikt

W bazach policyjnych jest 8,6 tys. osób, którym postawiono zarzuty z art. 200 kodeksu karnego, czyli pedofilii. Prawie 500 było zatrzymywanych więcej niż raz.

Odjęliśmy tych, którzy siedzą za kratami, czyli 960 osób. Wynik – 7,6 tys. jest na wolności.

Prof. Lew-Starowicz: – Mogą być zagrożeniem, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że osoba, która zetknęła się z pedofilią, do tego wróci.

Prof. Zbigniew Izdebski, również seksuolog: – Skoro nie wiemy, co robią na wolności, bo nie są monitorowani ani leczeni, to nie wiemy, jaka część z nich jest realnym zagrożeniem.

Jarosław Kończyk, szef wydziału zwalczania pedofilii Komendy Głównej Policji: – Nie liczyliśmy tego, bo skupiamy się na tym, by pedofilów łapać. Nie mamy instrumentów prawnych, by potem się zajmować tymi, którzy wyjdą.

Zdaniem prof. Lwa-Starowicza ludzie ci powinni zostać zbadani, bo inaczej prawdziwej skali zagrożenia nie poznamy: – Na wolności są poza wszelką kontrolą. Niektórzy zasypują mnie prośbami, by pomóc im się leczyć, ale w Polsce nie ma odpowiednich ośrodków.

Pedofile zgłaszają się też do Jakuba Śpiewaka z fundacji Kidprotect: – Ale znam ledwie kilka osób, które prowadzą taką terapię.

Lew-Starowicz kilka lat temu stworzył specjalizację seksuologia kliniczna i sądowa: – Jest pierwszych 60 absolwentów, ale nie mają gdzie pracować, bo nie ma ośrodków.

- 70 proc. nieleczonych pedofilów wraca na drogę przestępstwa – podkreśla seksuolog. – Pedofil nie zadowala się jedną ofiarą, stąd tak duża liczba poszkodowanych dzieci.

W policyjnej bazie czytam, że w zeszłym roku zatrzymano 1080 osób, którym zarzucano molestowanie dzieci poniżej 15. roku życia. Dzieci tych było 5635. Na jednego sprawcę przypadło średnio pięć małoletnich ofiar! W 2007 r. było gorzej – nieco ponad tysiąc sprawców i 8 tys. poszkodowanych dzieci.

Prof. Izdebski: – Większość ofiar zna swoich oprawców.

Prof. Starowicz: – Pamiętajmy, że tylko 10 proc. spraw o pedofilię to niesłuszne oskarżenia.

Nowe prawo? Wystarczyło stare

Jesienią ubiegłego roku ujawniono, że mieszkaniec okolic Siemiatycz więził i gwałcił córkę. Premier Donald Tusk opowiedział się wtedy za „przymusową kastracją”. Na jego zamówienie rozpoczęto prace nad rządową ustawą przewidującą przymusowe leczenie farmakologiczne i psychiatryczne pedofilów. Projekt zakłada, że sąd może przymusowo skierować skazanego za pedofilię do specjalnego ośrodka, gdzie zostanie poddany terapii farmakologicznej i psychiatrycznej.

- Nie można tu mówić o kastracji – wyjaśnia Lew-Starowicz – bo jest ona nieodwracalna. To będzie leczenie antypopędowe.

Ale od września 2005 r. jest w kodeksie karnym art. 95a. Stwierdza, że skazanego z zaburzeniami seksualnymi po wyjściu z więzienia sąd może umieścić w zamkniętym zakładzie leczniczym. Po co więc zmieniać prawo?

Prof. Marian Filar, poseł, profesor prawa na UMK w Toruniu: – Zgadzam się. Wystarczyło na to znaleźć pieniądze.

- To po co pan, karnista, marnuje czas, by powielać istniejące prawo?

Prof. Filar: – Jestem członkiem komisji sejmowej, która otrzymała nowy przepis, więc nad nim pracuję.

Rzecznik rządu Paweł Graś: – Nowe prawo jest bardziej szczegółowe, mówi o zapewnieniu pieniędzy i o ośrodkach, a stare nie.

Na ośrodki potrzeba co najmniej 40-50 mln zł. Będą te pieniądze?

Graś: – Nie mogę gwarantować, jeszcze trwają prace nad założeniami budżetu. Ale nie wyobrażam sobie, by było inaczej, bo zależy na tym premierowi.

- Premier Tusk zażyczył sobie nowej ustawy i będzie ją miał – mówi nam anonimowo osoba z komisji, i to nie z opozycji. – To czysty PR.

Prof. Filar jest realistą: – Znalezienie odpowiedniej kadry i przystosowanie lub budowa ośrodków to mogą być dwa lata.

Czy to przejdzie w Strasburgu

Czas i pieniądze to nie koniec problemów. Zdaniem Andrzeja Sakowicza z Uniwersytetu Białostockiego, który projekt ustawy oceniał, przymusowe leczenie może okazać się niezgodne z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sakowicz pisze (ocena jest dostępna na stronach sejmowych): „W sprawie Glass przeciwko Wielkiej Brytanii (…) Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że decyzja o leczeniu podjęta wbrew woli opiekuna prawnego stanowi ingerencję w prawo do poszanowania prywatności, zwłaszcza do integralności fizycznej”.

Podobną sprawę przegrała przed Trybunałem także Ukraina, a chodziło ledwie o przymusowe karmienie.

Kilku policjantów, z którymi rozmawiałem, opowiada się (anonimowo) za publikowaniem wizerunków pedofilów. Niech ludzie wiedzą, kto koło nich mieszka, kto kręci się pod szkołą…

Filar: – Ale to się skończy linczami jak we Włodowie [gdzie kilku mężczyzn zabiło bandytę, bo policja nie interweniowała, gdy atakował mieszkańców wsi].

Prof. Izdebski: – Politycy prześcigają się w pomysłach, gdy dochodzi do dużej tragedii. Ale gdy chodzi o działanie systemowe, skuteczne, to mamy pokaz bezradności.

Did you like this? Share it:

Tags: , , , , , , ,

Skomentuj