Łagodny wyrok za czyn pedofilski, bo oskarżony pił
Wysłąno 02. lis, 2008 przez Karina w Newsy o problemie, Newsy z innych organizacji, Prawo
29-letni Adam D. w kwietniu tego roku zaczepił trzech 10-letnich chłopców bawiących się na jednym z opolskich osiedli. Mężczyzna, od którego wyraźnie czuć było alkohol, pytał o drogę. Niespodziewanie złapał jednego z nich, zakrył mu usta ręką, a drugą rozpiął rozporek i usiłował zdjąć chłopcu spodnie.
Krzyczał też do pozostałej dwójki, że jeśli komukolwiek o tym powiedzą, to ich zabije.
Chłopcu udało się wyrwać. Przestraszony pobiegł do domu i opowiedział rodzicom o tym, co się stało. – Syn był bardzo przestraszony. Nie chciał ze mną wyjść na dwór. Powiedział, jak wygląda mężczyzna. Złapałem go i wezwałem policję – zeznawał w sądzie ojciec.
Podczas przeszukania okazało się, że D. w majtkach schował płytę CD z nagranymi na niej filmami o charakterze pedofilskim (brały w nich udział dziewczynki poniżej 15. roku życia). Oskarżony wyjaśnił później, że płytę tę znalazł na dworcu PKS. I że gdy się przekonał, co na niej jest, miał zamiar ją wyrzucić. – Nie wiem, dlaczego wtedy zabrałem ją z domu. A kiedy zatrzymała mnie policja, schowałem ją w majtkach z obawy przed konsekwencjami – tłumaczył.
D. spośród stawianych mu zarzutów o groźby karalne, usiłowanie doprowadzenia małoletniego do innej czynności seksualnej i posiadanie filmu o treściach pedofilskich przyznał się tylko do ostatniego zarzutu. Podczas śledztwa, a później w sądzie, zaprzeczał, by chciał wykorzystać chłopca. – Nie wiem, po co poszedłem do tych chłopców, byłem pod wpływem alkoholu – tłumaczył. Przeprosił także rodziców chłopców. – Jest mi przykro, zachowałem się głupio – powiedział.
Ojciec zaczepionego dziecka nie przyjął przeprosin. Powiedział, że od tamtego zdarzenia syn boi się sam wychodzić na dwór.
Podczas procesu obrońcy D. złożyli wniosek o przekazanie sprawy dla mediatora sądowego, który miałby doprowadzić do polubownego rozstrzygnięcia. Sąd jednak wniosek odrzucił z uwagi na charakter sprawy.
W tym tygodniu zapadł wyrok. Sąd uznał D. za winnego zarzucanych mu przez prokuraturę czynów i skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu z uwagi na to, że oskarżony działał pod wpływem alkoholu, a biegły seksuolog nie stwierdził u niego zaburzeń seksualnych.



















Skomentuj